Kargul i Pawlak wciąż żywi, a Polska jak dzielący ich płot. Ot popadli w kalabanie...

Kargul i Pawlak / Władysław Hańcza i Wacław Kowalski
Kargul i Pawlak / Władysław Hańcza i Wacław Kowalski Kadr z filmu "Sami Swoi" / GraphicStock
I oto po latach długiej i niełatwej jednak tułaczki, wróciliśmy do swoich starych, solidnie osadzonych korzeni. Trochę z ułańskiej, perwersyjnej niemalże tęsknoty za smakiem biało - czerwonego zwycięstwa. Bardziej czerwonego, aniżeli białego. Trochę z tej pierwotnej, słowiańskiej, wpisanej w strukturę DNA buńczuczności. Dziś przeglądając się w lustrach, wystawach sklepowych, oku kamery, ekranach telewizorów, czy tęczówkach swoich adwersarzy, nawet w półmroku, pod osłoną nocy winniśmy dostrzec twarze naszych ojców- Kargula i Pawlaka.

Kropla w kroplę, krew z krwi, kość z kości.



W gruncie rzeczy zawsze nimi byliśmy, tylkośmy na chwilę zachłysnęli się cywilizowanym światem -zachodem. Rzuceni weń jak Kazimierz Pawlak w sam środek Chicago, zupełnie zapomnieliśmy o kosach, wojnach, granatach ukrytych na wszelki wypadek w kieszeni świątecznego garnituru
(gdyby tak sprawiedliwość musiała być po naszej stronie) i o słomie zapomnieliśmy, tej nieśmiało, już teraz tylko dyskretnie wystającej z kaloszy. Jej się wyprzeć nie sposób, bośmy wciąż swojscy, polscy, nasi.
I coraz bardziej sami.
I nie ta słoma nas uwiera, ale tnąca jak brzytwa nienawiść, stare jak świat kompleksy i nowa zupełnie samotność.

Stawiam beczkę samogonu, że gdyby żył Jaśko, Dżon z Ameryki i zobaczył, że równo po pięćdziesięciu latach przyszło nam ponownie gotowe do odpalenia działa wytaczać, podziękowałby mućce Kargulowej i tej miedzy zaoranej na trzy palce, że wywołały wojnę między rodami wypędzając go za wielką wodę.

Głupsi jesteśmy niż ta krowa.


Brat stanął przeciw bratu, siostra stanęła przeciw siostrze.
Długośmy się tą wolnością, demokracją i miłością nie nacieszyli.
Władza wysyła w świat obrazki na których brakuje tylko sołtysowego Fiata 126p i traktora marki URSUS, że niby tacy postępowi. Na zdjęciach, bo w życiu w ciemnej dupie i zgoła nie chodzi o tę amerykańską ciotki Shirley.

Różnica między tym co teraz, a tamtym wtedy jest taka, że Ci nasi ojcowie, Kargul i Pawlak, zwaśnieni, przekonani, iż jeden mądrzejszy od drugiego, nieustępliwi, czapki z głów okolicznościowo zdejmowali godząc się, bo wiedzieli, że na ich głupotę nie ma mocnych. My już nawet do wspólnej fotografii się nie nadajemy.

Dziś Polska jest jak drewniany płot, do którego podchodzili wiele razy.

Stoimy po obu jego stronach tłukąc własne garnki i tnąc również własne koszule, w durnym przekonaniu, że na złość zrobimy sąsiadowi i zniszczymy jego, przecież nie swoje. W tym zacietrzewieniu, z ciśnieniem co najmniej 250/150 już nie ma znaczenia, że: "Nie ma moje, nie ma Twoje, jest nasze".

A te garnki i koszule to cały nasz dorobek. Wolność nasza, prawo nasze, kultura nasza, gospodarka, relacje, wizerunek, ale przede wszystkim szacunek jednego do drugiego. Niełatwo było nań zapracować.

Nawet analogia z kotem nie jest taka nietrafiona, bo i w najsłynniejszym polskim klanie (nie mylić z serialem) koci wątek się pojawił. Jakby przewidzieli przyszłość.
W końcu się nim jakoś podzielili (kotem rzecz jasna). Oprócz kota mieli jeszcze żony (nimi się nie dzielili - chyba) Dzieci mieli, gospodarzyć potrafili. Pracy się nie lękali.
A gdy chcieli kogoś zrobić w jajo, to jednomyślnie władzę, farbując świniaka czarną pastą do butów. Konsekwencji się nie bali, bo w ostateczności, kto komu zabroni wypastowaną świnię na spacer, na sznurku wyprowadzać?

Po tych kilkudziesięciu latach w jajo robią nas. Władza nas robi, media nas robią, my sami siebie robimy.


Łykamy głodni sensacji i mojszej racji najohydniejszy odpad, okruch byle jaki. Jak te gołębie na dworcu, co to nie patrzą i jedzą wszystko. Jemy, tyjemy, puchniemy wręcz od tego, następnie wymieszaną treść zwracamy, na siebie oczywiście, wzajemnie. Później nie ma komu do stołu zasiąść, bo wszystkich od tych treści mdli, ale już nie tak mdli jak Pawlaka zemdliło, gdy zobaczył na talerzu homara dziękując zań grzecznie. Mdli na dobre. Taka zmiana.

I choć w dziejach trudnych musim egzystować
I niezgodę na niesprawiedliwość czas manifestować
Niech historia ojców naszych lekcją będzie dobrą
Wszakże bracia na tę jesień życia mieli jednać się podobno
Pawlak z Polski bratu nawet ziemi garstkę zabrał
Ot popadli w kalabanie, Jaśko mu na nosie zagrał
I tak Pawlak zamiast ucałować lico brata
Łzy nad jego trumną wylał
I zwaśniony wrócił do swojego słowiańskiego, zwaśnionego świata

Morał z tej historii płynie taki:
Mądry zyskasz, głupi stracisz
A co dalej? Nie wiadomo
Trzeba kogo, kto by skleił naszą Polskę podzieloną
Z tych Karguli i Pawlaków najmądrzejsza Anka była
Może do niej trzeba zwrócić się o radę?
Albo nie...
Jeszcze Anię Pawlaczkę Kargulowe plemię potraktuje swojskim jadem.
Trwa ładowanie komentarzy...