Lech Wałęsa o współpracy z Kaczyńskimi: "Jednego odesłałem do żony, drugiego do męża" Robert Biedroń miał rację?

Lech Wałęsa fot. Dariusz Bytnar / Robert Biedroń fot. Kuba Bożanowski
Lech Wałęsa fot. Dariusz Bytnar / Robert Biedroń fot. Kuba Bożanowski Wikimedia Commons
Kto pod kim dołki kopie, ten sam w nie wpada.

Warto, aby każdy odważny, który myśli, że ma prawo do bezrefleksyjnego meblowania życia osobistego innym ludziom, wydrukował sobie treść tego starego porzekadła i powiesił nad łóżkiem. Ku przestrodze. Szczególnie wskazane jest, aby zrobił to jak najszybciej znany polityk, który ma kota.


7.03.2017r. Prezydent Lech Wałęsa spotkał się w Teatrze Ziemi Rybnickiej z mieszkańcami Rybnika. Spotkanie zostało zorganizowane przez tamtejszy oddział KOD.

Nie byłoby w nim nic nadzwyczajnego, bo takich spotkań były prezydent w ostatnim czasie odbył sporo w kraju, ale na tym padło kilka zdań o których powiedzieć "pikantne", to za mało. W trakcie wydarzył się incydent z "Bolkiem" w tle, a wymowna wypowiedź Lecha Wałęsy o czyimś "mężu", zapewne odbije się w mediach szerokim echem. Rzuca nowe, ciekawe światło na wywiad jakiego Robert Biedroń udzielił Agnieszce Gozdyrze w "Skandalistach".

O Prezydencie Słupska głośno zrobiło się w ostatnich dniach tuż po tym, jak wspomniał o znanym polityku, który ma kota i jest gejem. Wczoraj laureat Pokojowej Nagrody Nobla dolał oliwy do ognia.

Lechowi Wałęsie przy wszystkich jego doskonałościach i niedoskonałościach, osiągnięciach i porażkach, czasami zdarza się coś palnąć mimochodem.

Były prezydent zapytany o współpracę z braćmi Kaczyńskimi w latach 90tych, opowiedział o nieudanej współpracy z Jarosławem i Lechem. Ku zaskoczeniu zebranej publiczności, swoje wspomnienia spuentował słowami:

"Jednego odesłałem do żony, drugiego odesłałem do męża"

Wypowiedź ta w kontekście ostatnich wydarzeń, nagonki na Roberta Biedronia, za to, że zdradził jedną z tajemnic poliszynela, jest bardzo ciekawa. Mnie oczywiście nie szokuje. W końcu jeśli coś jest tajemnicą poliszynela, to znaczy, że nią w ogóle nie jest, ale trzeba przyznać, że w tej konkretnej sytuacji zaczyna się robić ciekawie.

Jeśli były prezydent, laureat Pokojowej Nagrody Nobla, człowiek, który obu braci zna jak mało kto, rzuca coś takiego w przestrzeni publicznej i to w czasie, gdy trwają spekulacje na temat orientacji seksualnej najważniejszej osoby w Państwie (wiadomo, że nie o Prezydenta Dudę chodzi), to co na to Kościół katolicki i zaciekli przeciwnicy homoseksualistów?

Czy czeka nas druga odsłona głośnej już sprawy i kolejna burza medialna dotycząca orientacji seksualnej prezesa?

Wiele lat temu były Prezydent wypowiedział podobne słowa:
"Mogę zaprosić Lecha Kaczyńskiego z żoną oraz Jarosława Kaczyńskiego z mężem", ale po czasie zdecydował się za nie jednak przeprosić.

Jedną z podstawowych zasad każdej demokracji powinien być szacunek do intymności i prywatności obywateli.
Jeżeli jednak jakaś władza do tej fundamentalnej zasady stoi okoniem, intymność i prywatność obywateli w jawny sposób narusza. Prześladuje i zastrasza. Przyzwala na agresję. Umoralnia społeczeństwo. Zakazuje i nakazuje. Wreszcie, upokarza. Należy władzy patrzeć nie tylko na ręce, ale i zajrzeć tam, gdzie władza lubi zaglądać obywatelom.

Może się bowiem okazać, że strażak, który z takim zaangażowaniem gasi pożar, wcześniej sam go wzniecił, a sumienie ma upaprane od sadzy.

Romanse z narodowcami, fanatycznymi prawicowymi publicystami i ortodoksyjną częścią kościoła. Narzucanie ludziom jak i z kim mają żyć i z kim mogą budować swoje szczęście, niestety kończą się ciosami poniżej pasa.
Wiadomo, niefajne. Tak samo jak niefajne jest robienie czarnej listy par homoseksualnych, które wzięły śluby za granicą.

Hipokryzja ma swoją cenę.

Ostatnią rzeczą, której bym sobie życzył, jest wyciąganie na światło dzienne życia prywatnego osób jakichkolwiek, w tym publicznych. Nawet tych, których nie lubię.
Moja optyka zmienia się wtedy, gdy strażak jest jednocześnie piromanem.

Lech Wałęsa to jedna z osób, które bardzo dobrze poznały obu braci, trudno więc tej wypowiedzi nie brać na poważnie.

Podobną cechę miał nieżyjący już Andrzej Lepper.
W tej swojej szczerości prostego, ale mimo wszystko chyba poczciwego człowieka, zdradzał to, co światła dziennego miało nigdy nie ujrzeć. Raz z pożytkiem dla ogółu, innym razem ze stratą. Ten człowiek jednak uczył się, wyciągał wnioski. Zmieniał w zaskakującym tempie, co było widoczne choćby w jego wizerunku medialnym. Zaczynał w kaloszach, a zapamiętany został jako elegancki, ubrany w dobrej klasy garnitury polityk . Zawsze z nienaganną fryzurą.
Nie kto inny jak Andrzej Lepper w wywiadzie dla "Polityki", w rozmowie z Jackiem Żakowskim, na temat współpracy z Jarosławem Kaczyńskim, odpowiedział:
"Bał się ujawniania spraw intymnych z teczek, to mu ustąpiliśmy. To znaczy, ja nie jestem za ujawnianiem takich spraw o wszystkich ludziach, ale warto by było ujawnić upodobania tych, którzy tak nas umoralniają. Bo to ma znaczenie."

Co Premier Andrzej Lepper miał na myśli? O kim mówił Prezydent Robert Biedroń i jakiż to mąż kryje się za słowami Prezydenta Lecha Wałęsy?

Prawdę zna sam zainteresowany i ewentualni "mężowie". I najpewniej nieżyjący już kot.

Zapytałem Prezydenta Wałęsę o to, co obywatele mają zrobić, skoro nie ma liderów i nawet w opozycji osobiste ambicje biorą górę nad interesem społecznym?

Lech Wałęsa odpowiedział: "Zapominamy co to jest demokracja. Demokracja to rywalizacja, walka, wojna. Każdego z każdym o miejsce na liście. Tylko jest jeden warunek, wszystko musi się odbywać w granicach prawa. To prawo nie funkcjonuje i pozwala na nieuczciwe gry."

Prezydent poprosił o trudne pytania, więc zapytałem, czy zagłosowałby na Roberta Biedronia, gdyby ten startował w wyborach prezydenckich?

Z charakterystyczną dla siebie swadą i poczuciem humoru odpowiedział, że jest starej daty i to się już chyba nie zmieni, ale dodał jednocześnie: "To zdolny i bardzo dobry człowiek, wielki talent, ale inny ode mnie i od innych. Pan Bóg stworzył różnych ludzi, mnie to nie przeszkadza. Musi być miejsce dla każdego z nas. Bardzo go szanuję i lubię". Ciekawe co na te słowa Prezydent Robert Biedroń?

Spotkanie zakłócił incydent z kilkoma agresywnymi protestującymi, którzy z transparentem i maskami "Bolka" ze słynnej bajki "Bolek i Lolek" wznosili okrzyki, zarzucając Lechowi Wałęsie kłamstwa. Padło też kilka pytań z tezą dot. współpracy z SB.

Były przywódca "Solidarności" zdenerwowany podniósł rękę z gestem "Victorii" i powiedział "Przysięgam, nie miałem żadnej współpracy i kontaktów z bezpieką".
Tu jednak powinien ugryźć się w język, bo w emocjach można powiedzieć coś, co nie trzyma się kupy. Druga część tej deklaracji kupy się nie trzyma.

Prezydent powiedział, że pokłada ogromne nadzieje w kobietach i, że to one mogą kiedyś przejąć władzę.

Lech Wałęsa nie jest z mojej bajki. Starszy pan z trudnym charakterem. Czasem stroszący swoje ego, jak kogut pióra i ten swój koguci grzebień. Niecierpliwy, choleryczny i momentami arogancki. Ja jestem młodej daty, on jak sam przyznał "starej". Nie ma jednak ludzi bez skazy i bez grzechu.
Nie jestem w stanie zweryfikować jaka jest prawda i prawdę mówiąc, mnie, człowieka urodzonego w latach 80tych, guzik obchodzi jakim sposobem Wałęsa tę wolność wywalczył. Czy podpisał, czy nie.
Dla mnie i wielu młodych, którzy chcą myśleć o przyszłości, był, jest i będzie bohaterem, tak jak wielu tych, którzy tę wolność razem z nim wywalczyli.

Gdyby oddzielić to wybujałe ego i pragnienie uwielbienia, wcale takich głupich rzeczy na tych spotkaniach nie mówi i warto wsłuchać się w jego słowa.
Błąd Lecha Wałęsy być może polegał na tym, że w swoim czasie, na wszelkie zarzuty nie odpowiedział:
"Jesteście wolni, to cieszcie się z tej wolności i nie próbujcie grzebać w szambie. To było szambo. Wystarczy, że ja się ubrudziłem". Tyle. Może to moja naiwność.

Każdy wie, że policyjni negocjatorzy dogadują się z porywaczami, żeby uratować ofiary porwań. Robi się wszystko, żeby nie rozlała się krew.
Nikt nie wnika w techniki operacyjne policji, bo są tajne.
Na podobnych zasadach odbywają się negocjacje dotyczące porwań za granicą, czy przekazywania sobie przez Państwa więźniów politycznych.
Nikt nie wie kto i co dostaje w zamian.

Życie mimo wszystko polega na kompromisach i wtedy, kiedy trzeba, tak potrzebnej teraz szczególnie - ciszy.

Gdyby w walce z Lechem Wałęsą chodziło o poznanie prawdy, być może sam chciałbym ją poznać. Każdy, kto chociażby słyszał o metodach bezpieki, domyśla się jak łatwo można było ludzi złamać. Lech Wałęsa to postać trudna w ocenie historycznej.

Tu niestety nie chodzi o prawdę, a o zniszczenie legendy.
O wymazanie jednego z dwóch najważniejszych Nazwisk XX i XXI wiecznej Polski, które są do teraz rozpoznawalne na świecie.
Drugim nazwiskiem jest Wojtyła. Karol Wojtyła. Papież. Obaj mają zasługi w walce z komunizmem.

Gdy jestem w Stanach i mówię Amerykanom, że jestem z Polski, odpowiadają - "Walesa! Solidarnosc!"

Kiedyś zostaną zgliszcza. Nie będzie już nic. Wielcy poumierają. Zostaną tylko resztki wyparowanej już dawno złości, bo przecież kiedyś musi wyparować. Tylko budować nie będzie na czym, a i nie będzie komu.

Sam Prezydent Wałęsa też do werbalnie powściągliwych nie należy i kilka razy powiedział o jedno słowo za dużo.

Przestańmy rozliczać ludzi z ich przeszłości i rys na ich sumieniach. Zajmijmy się swoją przyszłością i swoimi sumieniami. Na agresji i nienawiści jeszcze nikt, niczego dobrego nie zbudował. Nade wszystko szanujmy prawo wyboru.

Wybieram przyszłość i jestem wdzięczny za przeszłość z jej wszystkimi tragediami i ceną jaką trzeba było zapłacić.
Lech Wałęsa jest i pozostanie dla mnie bohaterem mimo wielu wad, które posiada i grzechów, które ma na sumieniu.
Nie chciałbym, aby ktokolwiek w agresywny sposób odbierał mi moje prawo wyboru.

Cała relacja video ze spotkania w Rybniku:
Trwa ładowanie komentarzy...