List otwarty do Krystyny Pawłowicz - Posłanki

Krystyna Pawłowicz fot Adrian Grycuk / Damian Maliszewski fot Wojciech Buczyński
Krystyna Pawłowicz fot Adrian Grycuk / Damian Maliszewski fot Wojciech Buczyński Wikimedia Commons / Archiwum prywatne - Damian Maliszewski
Szanowna Pani Krystyno,

postanowiłem napisać list, który Pani nie obrazi.
Bardzo delikatna sprawa.
Dziś wygląda na to, że wszyscy się zmówili i próbują zatruć Pani życie. Korzystają ze specjalnych technik, używając słów nieobraźliwych, ale w trakcie ich wypowiadania wyobrażają sobie brzydkie rzeczy. Za te myśli bezwzględnie należy ich karać.
Ja w ogóle uważam, że kierunek w którym idziemy, czyli rozliczenie każdego z tego co ma w głowie, o czym myśli i czy w ogóle myśli, to bardzo dobry kierunek.
Ile tytułów naukowych będzie wtedy trzeba odebrać, a ile głów ze stanowisk poleci?
Zacznijmy grzebać w głowach. To już nie te czasy, kiedy każdy mógł myśleć o czym chciał.



Wierny swoim wartościom i wieloletniej sympatii, którą Panią darzę - piszę.
Ośmielam się robić to publicznie, gdyż na facebooku mnie Pani zablokowała, tak jak zresztą większość osób, które znam. Pewnie przez pomyłkę.

Zanim jednak przejdę do meritum, chciałbym szczerze pogratulować doktoratu. Ogromny wyczyn. Dziwię się jednocześnie, że z taką wiedzą i inteligencją nie pokusiła się Pani o profesurę. Tytuł naukowy profesora w Pani przypadku to byłoby coś. Wielka szkoda. Ogromna strata dla nauki polskiej.

Teraz po latach uważam, że dobrze się stało, że ja na studia nie poszedłem.
Kolega opowiedział mi historię o tym, jak to jedna z jego wykładowczyń, także Krystyna, (może się panie znacie?) do swojego kolegi z pracy zamiast "idź sobie", "spierd***j" powiedziała i, że regularnie wstyd środowisku naukowemu przynosi.
Opowiadał straszne rzeczy o tej Krystynie.
Mówił, że nie tylko w pracy zachowuje się jak trzoda w chlewie.
Tak mnie nastraszył, że już na pewno na żadne studia nie pójdę.
Swoją drogą skąd oni na tych uczelniach takich wykładowców biorą? Świat się kończy.

Przez moment nawet pomyślałem, że skoro Pani jest tak wpływową postacią w kraju, może mogłaby w tej sprawie zainterweniować.
Wtedy takiej Krystynie można by powiedzieć "Idź sobie Krystyno" i Krystyna by sobie poszła, ale szybko mi ta myśl przeszła. Zrozumiałem, że z Pani kulturą, w towarzystwie chamów przebywać nie uchodzi.

Na wszelki wypadek zrobiłem szybki przesiew słów w mojej głowie, eliminując te, które mogłyby nie daj Boże urągać. Sporo musiałem wywalić ze słownika i nie są to wcale przekleństwa.
Jest Pani kobietą, reprezentuje władzę, trzeba się pilnować.

Zawsze podejrzliwie spoglądałem na takich, co to się obrażali o byle słowo. Gdy ktoś nerwowo reagował, wiedziałem, że nie tylko ze słowem może mieć problem, ale po ostatniej aferze z Owsiakiem, już nie bronię swojej teorii, bo taki ze mnie psycholog, jak z niektórych doktorów profesorowie, a z wariatów wytrawni politycy.

Od lat obserwuję Pani pełną klasy i wysublimowania karierę. Pani spokój wewnętrzny, erudycja i elokwencja godne są naśladowania i jestem pewien, że gdyby wszyscy ze sobą rozmawiali tak, jak Pani rozmawia ze wszystkimi, zapanowałaby absolutna harmonia w kraju.
Cisza jak makiem zasiał. Nikt by z nikim już nie rozmawiał.


Pewnie się Pani zastanawia dlaczego piszę?

Otóż mogę być świadkiem w Pani sprawie. Widziałem coś, czego nie mogę przemilczeć. Zobaczyłem wczoraj Owsiaka u Wojewódzkiego. Umówili się, spotkali i rozmawiali o Pani.

Od rozmowy o wiele gorsze było to, o czym myśleli w trakcie tej rozmowy. Udało mi się tę kwestię w pewnym sensie sprawdzić. Wszedłem w rodzaj medytacji, transu tak jakby i łączyłem się telepatycznie z obydwoma. Wojewódzki był łatwiejszy. Owsiak jakiś zablokowany.

Powiem wprost - to co ujrzałem, było okropne.
Później się zorientowałem, że program jednak nie był na żywo, więc teraz nie jestem już pewien z kim się tak naprawdę łączyłem.

Gdy wychodziłem z transu, słyszałem, że rozmawiali o seksie. Obaj wyglądali na podnieconych. Później weszła do nich jakaś kobieta w samej bieliźnie i coś pili.
Oni pili, ona nie piła.
To także należałoby sprawdzić.
Najbardziej jednak zaskakujący jest finał.

Owsiak na świadka w procesie chce powołać Jimiego Hendrixa i jego gitarę!

Szczwany lis. Od razu się na nim poznałem. Z grubej rury zaczął. No cóż. Przynajmniej wiemy czego się spodziewać.
Pani jest religijna, ja Pani załatwię jakiegoś świętego, a nawet wszystkich świętych.
Hendrix ze swoją rozerotyzowaną gitarą nie będzie miał żadnych szans.

Bardzo dobrze Pani zrobiła z tymi pozwami. Ja też w przeszłości może odwiedzałbym sale sądowe, ale prawda jest taka, że w tym czasie chędożyłem, albo się przytulałem. Na randki czas traciłem. Tyle rzeczy robiłem, muzyki relaksacyjnej słuchałem, tyle pasji i roboty miałem, że wstyd przyznać, nawet nie wiem jak się pozew pisze. Nie było kiedy się tym zająć.

Tak oto zmarnowałem swoje życie. Na przyjemności, motyle w brzuchu, rodzinę i przyjaciół.

Gdybym wiedział, zdecydowanie zmieniłbym podejście do ludzi. Jest w tym jakaś metoda, sposób na funkcjonowanie.
Pukam się teraz oczywiście w czoło. Mogłem się przecież z ludźmi kłócić.
Większość z nich na pewno nie miała nic ważniejszego do roboty, niż składanie zeznań na komisariatach w sprawie na przykład mojego penisa.
Sądy w Polsce żywo zainteresowane są tego typu ważnymi z punktu widzenia interesu (społecznego) sprawami.

Pani pozwy za jakiś czas nabiorą wartości historycznej i to nie byle jakiej.

W pewnym sensie zazdroszczę Jerzemu. Będzie miał okazję zobaczyć Panią na żywo.

W tej bulwersującej historii obawiam się tylko jednego, że lewackie telewizje znowu zrobią swoje muppet show. Tak będą wszystko relacjonować, że za kilka lat po wpisaniu w wyszukiwarkach internetowych - "Jurek Owsiak" , wyskoczy notka biograficzna -"Prześladowany politycznie. Zasłużony bohater - opozycjonista".

Z tym też jakoś sobie można poradzić. Oni mają lewaków, my mamy "Wiadomości".
Zrobi się pozwanemu czarny PR i powie ciemnemu ludowi, że hipis zamiast łamać prawo, włóczyć się po sądach, mógłby w tym czasie zrobić coś pożytecznego, odwiedzić szpital jakiś, podarować trochę sprzętu medycznego dzieciakom na pediatrii, czy onkologii. A dzieci czekają.

Wolał jednak kalać majestat parlamentarzystki najjaśniejszej, nowej, wolnej, pozbawionej cenzury Rzeczypospolitej Polskiej. Niech się więc z tego tłumaczy. Zasłużył. W kajdany go od razu.

Kolejna orkiestra poprowadzi się bez Owsiaka. Trochę nie przystoi, żeby skazaniec przewodził tak poważnej akcji i fundacji. Dlatego uważam, że cały finał w tej sytuacji powinna poprowadzić osoba o nieposzlakowanej opinii społecznej. Pani, droga Krystyno! Później tak jak z Wałęsą, napisze się nową historię i zrobimy tak, że to Pani wymyśliła WOŚP. Encyklopedie się wyczyści.

Powiedzmy sobie szczerze, stary, farbowany lis. Papa Smerf Narodu polskiego w obciachowych czerwonych okularach. Widać, że hipis z niego pełną gębą. Gdyby nie był łysy, włosy zapuściłby aż do pasa. Nawet nie umie krzyczeć. Zdziera ten głos i skrzeczy jak nienasmarowane drzwi do toalety. Brak mu wprawy, werwy.
Pani to co innego. Charyzmatyczka. Takich charyzmatyków jak Pani, Kościół Katolicki często błogosławił.

Jeśli to Pani go zastąpi podczas najbliższej orkiestry, wrzucę do puszki dwa razy więcej niż zwykle.
On może będzie w więzieniu, więc będziemy mieli stu procentową pewność, że nic dla siebie nie weźmie.
Jakby co mogę Pani pożyczyć swoje czerwone okulary. Żółtej koszuli nie mam, ale jeśli nie wypierze Pani swojej białej, sama zżółknie.
Chodzi o to, żeby obraz w telewizorze się ludziom przynajmniej pozornie zgadzał. W końcu nie można całej tej tradycji, dorobku tak po prostu zmarnować.
Resztę, tak jak w TVPiS się zaimprowizuje i dorobi. Wymyśli na potrzeby sytuacji. Doszli już do takiej wprawy, że mogą z kamerami nawet na słońcu wylądować i wrócić na Ziemię z fantastycznym materiałem.

Chciałbym jeszcze poruszyć kwestię Woodstocku.
Ja mam Pani Krystyno wartości. Na byle spędy nie jeżdżę.
Całe życie się wzbraniałem, trzymałem z daleka. Nie moja bajka. Błoto, kurz, na pewno jakiś przypadkowy seks w tych namiotach, ale skoro już Pani ten temat poruszyła, pierwszy raz się złamię i za rok 2, 3, 4 sierpnia, z czystej ciekawości pojadę do Kostrzyna nad Odrą. Zobaczę co tam się dzieje. Już zbieram ekipę. Będziemy spali oczywiście w namiocie. Może pojedzie Pani z nami?
Zapraszam, mam jeszcze wolne miejsce. Tylko jeśli będzie upalnie, śpię nago.

Trochę się tutaj uzewnętrzniam, nie wiem, czy nie za bardzo.
Na Woodstock może pojechałbym wcześniej, po ciuchu liczyłem, że tam zaśpiewam i za to, że mnie Owsiak na festiwal nigdy nie zaprosił, niech idzie do paki!
Ja jestem Pani Krysiu sprawiedliwy. Prawo i Sprawiedliwość musi być po odpowiedniej stronie.

W tym wszystkim chodzi o to, żeby być dobrym człowiekiem. Dlatego staram się Pani pomóc.
Tak sobie czasami myślę, jak Ci ludzie kiedyś będą mnie wspominali? Co będą myśleli?
Trochę w życiu nagrzeszyłem, czasem komuś napyskowałem, bywało, że zdradziłem, ale wszystkich złych uczynków bardzo żałuję. Finalnie myślę o sobie, że chyba jestem dobrym człowiekiem.
A Pani co o sobie myśli? I czy czegoś Pani żałuje?

Ps. Proszę dać znać jakiego świętego miałbym na świadka wezwać podczas transu? Na sali sądowej musi mieć Pani jakieś wsparcie.


Z wyrazami szacunku

Damian Maliszewski
Trwa ładowanie komentarzy...