Cenzura na Facebooku? Czy portal łamie polskie prawo? Niech ta historia będzie przestrogą dla wszystkich użytkowników.

Damian Maliszewski fot. Wojciech Buczyński
Damian Maliszewski fot. Wojciech Buczyński Prywatne archiwum Damian Maliszewski
Masz konto na Facebooku i myślisz, że należy do Ciebie? A gdyby się okazało, że nie należy i nigdy nie byłeś jego właścicielem? Że w każdej chwili bez słowa wyjaśnienia może zostać Ci odebrane razem z jego całą zawartością?

Wszystko, co zgromadziłeś do tej pory, Twoje kontakty, wszelkie informacje o Tobie, prywatne wiadomości, fotografie, filmy, wspomnienia i emocje, nagle, bez pytania weźmie sobie ktoś obcy.
Nie poinformuje Cię precyzyjnie, jak wykorzysta dane wrażliwe.
Bez ujawniania się, anonimowo wyśle Ci krótki komunikat, że już nie masz dostępu do czegoś, co budowałeś wiele lat.

Co wtedy zrobisz? Napiszesz skargę? Odwołasz się?No dobrze, ale w jaki sposób i do kogo? Przecież nie będziesz już mieć dostępu do konta.

Założysz drugie i tam wyślesz skargę? Powodzenia. Jeżeli uda Ci się przebrnąć przez zawiłe, automatyczne centrum pomocy i znajdziesz jakimś cudem opcję "wyślij wiadomość" prawdopodobieństwo, że ktoś na nią odpowie, jest tak duże, jak to, że ktoś ją w ogóle przeczyta.

Zanim zdążysz ewentualną skargę wysłać, zablokują też Twój nowo założony profil. Co wtedy?

Skąd blokada? Tego się nie dowiesz. Ta anonimowość daje moderatorom absolutną dowolność w działaniu.

Pójdziesz na policję? Tam powiedzą Ci, że Facebook to amerykańska firma, nie podlega polskiemu prawu. Serwery znajdują się w Ameryce, więc tak policja, jak i polskie sądy są w zasadzie bezradne. Ewentualny pozew, to skomplikowana procedura, bo należałoby przetłumaczyć całą dokumentację na język angielski. Najlepiej też złożyć go w USA, ewentualnie w Irlandii.


Rzecznik Praw Konsumenta? On także rozłoży ręce.
Rzecznik Praw Obywatelskich? Już w 2016 roku prowadził postępowanie w sprawie niejasnych działań Facebooka.
Nic jak widać z tego nie wyniknęło. Monopolista rozkręca się jeszcze bardziej i zamyka ludziom usta już oficjalnie. A Mark Zuckerberg zarabia kolejne miliardy na naszej naiwności.

Powiadomisz znajomych, że odcięto Cię od kontaktu z nimi? Których? Większość komunikacji, tej prywatnej i zawodowej od lat prowadzisz na Facebooku, skoro odebrano Ci konto, nie powiadomisz już nikogo.

Nie wpadłeś wcześniej na pomysł, żeby mieć alternatywne miejsce do kontaktowania się. Wydawało Ci się, że nie musisz. Do wielu osób nie masz ani numeru telefonu, ani adresów e-mail, bo do tej pory wystarczał messenger.

Instagram? Należy do Facebooka. Jeśli będą chcieli, tam też Cię uwalą.
WhatsApp? Należy do Facebooka.

Facebook rządzi światem.

Tak, tak, Facebook przez ostatnie lata był domem dla większości jego użytkowników. Miejscem w którym toczyło się całe życie. W sytuacji w której ktoś obcy drzwi do tego domu zamyka na cztery spusty, pojawia się niemały kłopot. Zaczyna się szukanie pomocy.

W końcu przewinienie również niemałe, bo ograniczono obywatelowi jego dobra osobiste w postaci prawa do pozyskiwania informacji (swobody komunikacji) i wyrażania swoich poglądów (art. 54 ust. 1 Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej (Dz.U. Nr 78, poz. 483)

Może więc jakiś adres mailowy do tego, który odciął Ci dostęp? Jego dane? Numer telefonu do biura? Może znajdziesz chociaż nazwisko polskiego rzecznika prasowego firmy?

Spróbuj poszukać dziś w ramach eksperymentu i ćwiczeń przed ewentualną katastrofą. Ta prędzej, czy później nadejdzie, tak jak nadeszła u mnie i mam nadzieję, że moja historia będzie dla Was jakąś przestrogą.

21 grudnia 2017 r. stojąc na przystanku autobusowym w Rybniku, zaczepił mnie jakiś mężczyzna. W agresywny sposób zaczął mnie straszyć, że w ciemnej bramie dostanę manto, za to, że napisałem jesienią artykuł na temat smogu i kopcących kominów.
Napastnikowi artykuł się nie podobał.
Zawsze noszę gaz łzawiący przy sobie. Tym razem gazu nie zabrałem.

Jedyna forma obrony, jaka przyszła mi do głowy, zanim dostanę w twarz, a napastnik ucieknie, to włączenie transmisji na żywo na Facebooku. To też uczyniłem.
Nie chciał pokazać twarzy, zakrywał się kapturem. W czasie transmisji na moje pytanie "przedstaw się, pokaż twarz", kilkanaście razy odpowiedział "spier***aj kur*o", w końcu przyznał przed kamerą, że chciał mi zniszczyć telefon.
Wtedy podjechał autobus do którego wskoczyłem. Napastnik nie zdążył i się oddalił.
Włączenie kamery telefonu uratowało mnie przed bójką.

Poszedłem na policję. Sporządzono notatkę. Nie chciałem wnosić dwa dni przed Wigilią oskarżenia, tym bardziej, że ten dziwnie zachowujący się człowiek zaczął pisać maile, głupio tłumacząc się śmiercią swojego ojca.
Serce mam miękkie, powiedziałem, że się wstrzymam z oskarżeniem. Niemniej video było dowodem.
Dzień po zdarzeniu otrzymałem powiadomienie z Facebooka o tym, iż mój profil został zablokowany na trzy dni za przeprowadzenie transmisji. Transmisja zaś została z profilu usunięta.

Powód? Brak.

"Złamałeś zasady naszej społeczności".

Oczywiście odwołałem się, napisałem skargę przez automatyczne centrum. Ktoś odpisał? Nie.

Nagrałem więc film w którym wyjaśniam co się wydarzyło, oto on: Zobacz video
Zamieściłem film z konta administratora na moim oficjalnym fan page. Chcąc poinformować znajomych, że moje prywatne konto zostało zablokowane, postanowiłem wykupić promocję tego nagrania i tutaj dopiero zaczyna się przygoda z cenzurą amerykańskiego monopolisty.
Reklama została bardzo szybko odrzucona. Wcześniej żadnych reklam Facebook mi nie odrzucał.

Wyjaśnienie: W niedozwolony sposób użyłem na nagraniu nazwy "Facebook" i "Instagram". Odmieniłem je w języku polskim, okazało się, że Facebook(a) nie można odmieniać z literką "a". Taki rzekomo mają regulamin i taki podano mi oficjalny powód. Reklama odrzucona.

Czyli gdybym na przykład nie wymawiał "f", tak jak Kayah nie wymawia "r" i coś o Facebooku chciał powiedzieć, portal również takie nagranie by odrzucił.

Ciekawe przyznacie, bo mam znajomego trenera, znany teraz wszystkim Qczaj.
Daniel mało tego, że posługuje się biegle gwarą góralską, to jeszcze klnie w swoich filmach jak szewc. Nic o żadnych blokadach nie wspominał. No, ale Daniel nie skrytykował publicznie Facebook(a).

Niedługo przed całym zdarzeniem zgłosiłem Facebookowi stronę "Weź wypierdalaj". Facebook odpowiedział w sposób mistrzowski, że "Weź wypierdalaj" i dyskryminujące treści na stronie, nie naruszają standardów społeczności Facebooka. Nie wierzycie? Sami zobaczcie:

Wróćmy jednak do napaści.

Jeszcze w dniu zdarzenia, internauci ekspresowo rozpoznali napastnika. Zdobyłem jego dane.
Po odrzuceniu filmu przez Facebook, napisałem post na swoim fan page o blokadzie, o tym, że wiem, iż napastnik nazywa się Rafał L., że Facebook zdobył monopol i zachowuje się skandalicznie cenzurując i kasując dowody przestępstwa. Postanowiłem wykupić promocję tegoż posta. Tę także od razu odrzucono.
Powód? Nie wiem.
W regulaminie wyczytałem, że imię napastnika mogło być powodem, ale nie wyjaśniono mi tego konkretnie.
Czując, że sytuacja zaczyna być skrajnie absurdalna, zacząłem już oficjalnie krytykować portal za jego działania.

Efekt? Tym razem zablokowali mnie na siedem dni z zapowiedzią, że następna blokada będzie trzydziestodniowa, a później prawdopodobna dezaktywacja konta.

Zaznaczam, że bezprawnie, bo nie złamałem polskiego prawa. Dzień po tym, jak skrytykowałem młodych "nazistów" z wodzisławskiego lasu, napisałem, że Facebook "naszoklasieje" i powoli się kończy, budzę się i patrzę - blokada.

Wiedząc, że teraz absolutnie należy wypowiedzieć wojnę arogancji w działaniach portalu, najpierw chciałem poinformować znajomych, że ponownie mnie zablokowano.
Żeby to zrobić założyłem drugie, alternatywne konto: "Damian Maliszewski Priv"

Zdążyłem przyjąć około 20 znajomych i umieścić na tablicy tylko to zdjęcie:

Po mniej więcej godzinie moje nowe konto zostało zablokowane. Teoretycznie pod pretekstem weryfikacji.
A, że nie jestem taki głupi na jakiego może wyglądam, jako login podałem swój numer telefonu, żeby nie uznali, że ktoś założył fałszywe konto. Na mój numer przysłali mi kod aktywacyjny. Ustawiłem swoje aktualne zdjęcie profilowe. Mimo to ekspresowo otrzymałem blokadę i ktoś (nie wiem kto) poprosił mnie o przesłanie w ramach weryfikacji mojego zdjęcia z wyraźnie widoczną twarzą. Wysłałem, portretowe. Dwa dni czekałem na zdjęcie blokady, co w tej sytuacji także wydawało się idiotycznie długą procedurą. Dziś spróbowałem się zalogować. Niestety.

Moje konto zostało na stałe zdezaktywowane. Bez słowa wyjaśnienia.

Ktoś ma jeszcze jakieś wątpliwości? Ciebie spotkało to samo?
Po trzech tygodniach od zdarzenia odnalazłem w folderze "inne" o którym połowa użytkowników nie wie, wiele wiadomości od tego samego napastnika. Groził mi w mailach już na początku grudnia, żebym uważał na ulicy. Czy Facebook w takim razie mnie przeprosi?

Nie znajdziemy ani nazwiska rzecznika, ani informacji o pracowniku, który ograniczył nam nasze prawa.
Na Facebooku tego typu kwestie (i nie tylko te) owiane są wielką tajemnicą i odbywają się anonimowo.
Artykuły prasowe podają adres polskiej siedziby przy Rondo 1 w Warszawie (ciekawe, że są to artykuły prasowe jakichś redakcji, a nie oficjalne, dostępne w widocznym miejscu dane na oficjalnej stronie firmy)
Jest też adres jakiejś kancelarii prawnej związanej z Facebookiem, która mieści się przy ul. Dobrej.

Jedyny wpis do KRS jaki znalazłem z nazwą: "Facebook Poland", informuje o spółce zarejestrowanej przy ul. Bielańskiej 12 w Warszawie. Trzy osoby w zarządzie. Polacy? Nie. Nawet nie mieszkają w Polsce.
Wyszukiwarki internetowe milczą. Wszelkie spisy firm zbyt wiele o Facebooku nie wiedzą, poza tym, co można przeczytać na forach i w kilku artykułach. Trzeba by porządnego dziennikarskiego śledztwa, żeby czegokolwiek się dowiedzieć na temat polskiej siedziby.

Infolinia? Konsultant? Zapomnij.

Niektórym tylko dziennikarzom udało się skontaktować z polską siedzibą portalu, ale kontakt był możliwy dzięki pośrednictwu zewnętrznej agencji PR, albo wyżej wspomnianej kancelarii i te informacje są także tylko informacjami z forów, bądź artykułów internetowych.

Ty szary użytkowniku, internauto, jesteś dla Facebooka tylko bazą danych, numerem IP, a w przypadku fan page'y, jeszcze większą bazą danych i numerem karty kredytowej.

Czego boi się portal i czy próbuje coś ukryć?

To całkiem zasadne pytanie w tej sytuacji i zadaje je nie narodowiec, któremu zablokowano konto za propagowanie treści faszystowskich, a człowiek o umiarkowanie lewicowych poglądach i pokojowym nastawieniu do świata.

Legalnie działająca firma w cywilizowanym państwie prawa nie ukrywa przed konsumentami swoich danych, czy tym bardziej nazwisk konsultantów podejmujących ważne decyzje związane z klientami i życiem codziennym tych klientów. Dane takiej firmy są powszechnie dostępne.

Zawsze jest jakiś adres korespondencyjny, telefon, adres e-mail.
Firmy, których dane są ukryte, a kontakt klienta z takim podmiotem graniczy z cudem, w Polsce nazywamy firmami krzakami.

W przypadku Facebooka dane znalazłem, ale uwaga w dziale "Praca", tam w poddziale "Zasady dotyczące danych" po przeczytaniu wszystkich zasad, na samym dole znajduje się amerykański i irlandzki adres siedziby Facebooka.
A gdzie polski? Nie znalazłem.

Wszystko odbywa się w dyskusjach na forach. Internauci piszą: "adres mailowy działa", albo "adres mailowy nie działała" albo "niech ich szlag trafi, czy jest jakiś administrator na tym
pieprzonym Facebooku?"
No właśnie chyba nie ma.

Po wpisaniu w wyszukiwarce: "Facebook Polska", "Biuro Facebook Polska", "Kontakt Facebook", Rzecznik Prasowy Facebook Polska" nie wyświetla się zupełnie nic.
A przepraszam, wyświetla się "Rzecznik Prasowy Miasta Koszalina"

Ta sytuacja nie jest normalna i powinna dać do myślenia nie tylko użytkownikom, ale przede wszystkim władzom wszystkich Krajów w których Facebook świadczy usługi.

Od 9 lat moje życie do niebieski portal.


Dzień zaczynam od sprawdzenia telefonu i wiadomości w messengerze. Ostatnią czynnością przed snem jest to samo. Z racji zawodu, każdego dnia otrzymuję kilkadziesiąt wiadomości.
Zaglądam co kilkanaście, kilkadziesiąt minut w telefon, odpisuję na bieżąco, żeby się nie zakopać w stercie powiadomień.
W przerwach, żeby (pozornie) odciążyć mózg, przewijam palcem tablicę, czekając aż pojawią się ciekawe treści. Jednocześnie w głowie nieustanna myśl próbuje dojść do głosu "nie, to bez sensu, same głupoty, idę zrobić coś ciekawszego, wyprowadzę psa, skomponuję nową piosenkę, za dużo czasu temu poświęcam", ale jeszcze chwilę, może coś ciekawego zobaczę. Przewijam dalej. Nie ma nic. A jeżeli przy czymś się zatrzymuję, są to jednostkowe sytuacje. Od 5 do 10% całej zawartości. I tak codziennie od prawie dekady.

Selfie, obiady, talerze, windy, głupie filmiki, choinki, bombki, mikołaje, łańcuszki, zbiorowe życzenia.

W tym bezwartościowym śmietniku kilka wartościowych postów moich znajomych, których lubię. Sam od 9 lat poruszam różne tematy. Zdarzały się bardzo kontrowersyjne. Zawsze szedłem pod prąd, ale nigdy, nikt za nic mnie nie blokował. Nie zamykał mi ust w wyrafinowany sposób i nie odcinał od ludzi z którymi prowadzę przecież życie towarzyskie i zawodowe.
W sporej części wirtualne, ale jednak życie.

Unikam wulgaryzmów, pilnuję kultury dyskusji, nawet jeżeli bywa gorąca. Blokowałem i blokuję użytkowników łamiących prawo. Polskie prawo.

Portal dał mi sporo. Poznałem fantastycznych ludzi, zaprzyjaźniłem się z wieloma.

Z Facebookiem jest jednak, jak z alkoholem.

Może odkazić ranę po skaleczeniu, albo wyniszczyć organizm, jeżeli będzie się go nadużywało pijąc haustami. Różnica jest oczywiście diametralna. Alkohol nie myśli w wyrafinowany sposób, jakby tu uzależnić pijącego? To tylko ciecz. Mark Zuckerberg, pomysłodawca Facebooka myśleć nie przestaje.

Nie ostrzegli ludzi o zagrożeniu i nie poinformowali podczas zakładania konta, że jeżeli pracownik Facebooka będzie miał swoje widzi mi się, to takiemu uzależnionemu w każdej chwili dostęp do konta odetnie.
I żeby była jasność, najmniej mówię o uzależnieniu psychicznym. Mam na myśli to życiowe.
Bazę kontaktów i mnóstwo rozpoczętych, a niedokończonych spraw i projektów. Zainwestowane pieniądze w fan page.
Jeszcze blokada publikacji postów jest do zniesienia i można ją uznać za ewentualną karę za jakieś widzi mi się pracownika, ale czy zablokowanie możliwości kontaktowania się z MOIMI znajomymi nie jest już złamaniem prawa? Otóż jest, bo łamie polską Konstytucję i moje swobody obywatelskie.

Regulamin? Zasady społeczności? Jest tyle wart, co ich moralność i uczciwość w płaceniu podatków w krajach w których świadczą usługi.

Blokada zależy nie od twardych przepisów polskiego i europejskiego prawa, a od interpretacji na przykład pojedynczego słowa przez anonimowego kogoś, kto może nas lubić, albo nie. Co tam słowa. Od interpretacji jednej litery.
Taki konsultant może być skrajnym nacjonalistą, albo mieć skrajnie lewicowe poglądy. Może być kim chce i może zrobić co tylko chce.

Wyobraźmy sobie sytuację w której operator sieci komórkowej wyłącza nam nie tylko usługę, ale także dostęp do kontaktów z książki telefonicznej, przysyłając smsa "złamałeś nasz regulamin, wyłączamy Ci usługę"
Nikt się pod smsm nie podpisuje, nie możesz się do nikogo odwołać. Nie ma nigdzie adresu korespondencyjnego do firmy, numeru infolinii, absolutnie nic...
UOKiK stanąłby na rzęsach, żeby ukarać taką firmę wielomilionowymi karami, a wszystkie możliwe służby w państwie zajęłyby się tak funkcjonującą spółką.

Nie tylko z powodu niejasności w działaniu, ale na przykład z powodu podatków.
Władza w Polsce wyjątkowo intensywnie wzięła się za system podatkowy. Ścigają szarych obywateli. ZUS sprawdza, czy przysłowiowa Pani Kowalska będąc na L4, nie wyszła do sklepu po mleko, bo wtedy chętnie odbiorą jej prawo do świadczeń. Facebook, gigant finansowy z którego korzysta w Polsce kilkanaście milionów użytkowników, w roku 2014 wykazał, że zarobił na tych użytkownikach niecałe 300 tys zł. Ta...I nie ma w polskim rządzie prawników, urzędników, którzy przyjrzeliby się tej sprawie z bliska?

Reklamy świadczone w Polsce, usługi świadczone w Polsce, podatki płacone za granicą. Supermarkety droga władzo? Weźcie się za Facebooka, Apple, Google, Youtube i innych gigantów, którzy śmieją się Wam w twarz.

Facebook blokuje ostatnio osoby publiczne, dziennikarzy, artystów i w ogóle zwykłych ludzi w tempie lawinowym.

To już otwarta wojna o wolność słowa. Walka z obrzydliwą cenzurą. W tym wszystkim działania PiSu ograniczające tę wolność obywatelom, to pestka w porównaniu z obecnymi działaniami niebieskiego imperium.

Artyści, ludzie mediów, sportowcy, firmy, wydali przez kilka lat ogrom pieniędzy na promocję swoich stron, po to, aby pozyskiwać fanów i dzielić się z nimi swoimi treściami, muzyką, felietonami, sukcesami. Budowali własną markę. Wszyscy popełnili jednak szkolny błąd, bo robili to tylko na Facebooku. A ten działa tak, jak chce. Wyparł z przestrzeni medialnej tradycyjne strony internetowe.
Właśnie wprowadzili kolejne zmiany. Chyba pierwszy raz tak radykalne.

Wedle doniesień wszystkich możliwych mediów zajmujących się tematem, portal znacząco odetnie w tym roku artystów od ich fanów. Wszystko właściwie trzeba budować od zera, albo płacić jeszcze więcej za promocję każdego dodawanego posta. Czy w związku z tym ktoś zwróci ludziom wydane do tej pory pieniądze za promocję stron, której celem było zdobywanie fanów? Nie.

Amerykański moloch z logiem "f" dzięki socjotechnikim, algorytmom i innym działaniom doprowadził do uzależnienia milionów użytkowników na całym świecie.
Nie jest winą ludzi, że założyli konta, po to, żeby komunikować się ze swoimi znajomymi i, że chcieli mieć poczucie wspólnoty (jak się dzisiaj okazuje iluzorycznej i zbudowanej z bardzo cienkich kart)
Nie jest winą internautów, że zamiast interesujących treści, zaczęli wrzucać selfie z windy, albo zdjęcie talerza z kluskami. To Facebook doprowadził do sytuacji, w której właśnie zdjęcia, a nie treści pisane były wyżej pozycjonowane i wyświetlały się większej liczbie znajomych. Sami przecież w jednej ze zmian wprowadzili kolorowe tła do pisania krótkich tekstów, utrwalając tym samym nawyk "wzrokowy".

To oni dali dostęp 13 latkom do portalu (o rodzicach nie będę wspominał, bo szkoda słów) Gimnazjaliści zamiast bawić się na podwórku w pobite gary, od rana do wieczora siedzieli i o zgrozo nadal siedzą w internecie. Rodzice mają spokój, w domu cisza, więc wszystko się zgadza.

Otóż nic się nie zgadza.

Wszystko zaczyna się sypać. Facebook dziadzieje, zaczyna przypominać reżim i stał się największym śmietnikiem na świecie, a nowe zmiany, cenzura, niejasne działania firmy i podejrzana anonimowość jej pracowników, wygenerują tyle sierot, ile świat jeszcze nie widział. Będzie jak z narkotykami. Na początku euforia, ale po długofalowym ich zażywaniu poczucie pustki. Szczególnie doświadczą tego nastolatkowie. Jak stracą Facebooka, a co pójdą grać? Poskaczą w gumę? Pobawią się na trzepaku? Połowa z nich nie wie do czego kiedyś służył trzepak.

Człowiek jest istotą stadną, mimo, że wewnętrznie na głębokim poziomie, bardzo samotną. Ta samotność i potrzeba wspólnoty, bycia zauważonym, docenionym w tej wspólnocie, jest czymś zupełnie naturalnym. Istniała od zawsze. Dlatego cywilizacje tworzyły społeczności, religie, budowały miasta. Facebook to już nie państwo w państwie, nawet nie odrębny kontynent. To alternatywny świat, poza czyjąkolwiek kontrolą.

Mark to wykorzystał.

O terapiach odwykowych, zniszczonych życiorysach i ogłupionych dzieciach, nie ma co się rozwodzić, bo to temat rzeka.

Relacje międzyludzkie umierają i nikt nie powinien mieć już co do tego żadnych wątpliwości. Kiedyś spontaniczna wizyta sąsiadki, przyjaciół i niezapowiedziana kawa, były czymś normalnym, rzadko generowały nieprzyjemne odczucie, chyba, że mir domowy zakłócała pukająca do drzwi Pani z Providenta, po kolejną ratę, albo upierdliwi Świadkowie Jehowy. Dziś takie niezapowiedziane wizyty są faux pas. Burzą harmonię domową. Oczywiście ma to swoje uzasadnienie. Kurczy się doba. Każda wolna chwila po przyjściu z pracy, jest chwilą odpoczynku. Jesteśmy bardziej zmęczeni niż kiedyś, a nawet jeżeli nie bardziej, to inaczej zmęczeni. Męczy nas ilość bodźców, jakie odbieramy. Pogłębia się samotność, bo internet dał iluzoryczne poczucie posiadania "znajomego", którym możemy sterować. Włączamy kiedy chcemy, wyłączamy, gdy nas zmęczy.

Życie jest energią i energia telefonu, ta wirtualna, nigdy nie zastąpi energii realnej. Nie zastąpi człowieka, który usiądzie obok nas, będzie miał jakiś zapach, jakąś właśnie energię, jakieś ciepło.

Kontakty wirtualne (o ile jeszcze takowe istnieją, bo kolejnym etapem destrukcji człowieczeństwa będzie także śmierć tych kontaktów) jest jak podróżowanie palcem po mapie, albo oglądanie filmów podróżniczych. No niby się widziało, ale się nie było.

Facebook jest niewątpliwie największym pochłaniaczem. Wziął najwięcej, nauczył złych nawyków, okradł nie tylko z czasu, ale przede wszystkim z człowieczeństwa.
Zmieniliśmy się. W domach zamiast rozmawiać ze sobą, siedzimy w telefonach. Nudzi nas wszystko dosyć szybko, a w smartfonie, tablecie jednak coś się dzieje, no, ale właśnie gówno prawda. Nic się nie dzieje.

Kiedyś dzieciak był w stanie bawić się na podwórku patykiem, albo kamieniem.

Jako ośmiolatek miałem chomika, hodowałem ryby akwariowe. W wakacje wędkowałem. Emocje, dreszcze jakie wtedy mi towarzyszyły jest w stanie zrozumieć tylko ten, kto przeżył to samo. Muzyka, kasety ulubionych artystów, koncerty. Dzisiaj wszystko uśmiercone przez technologię i internet.

I ja już wiem, że nawet alternatywne konta, strony internetowe, czy kanały na youtube tego nie zmienią.

To wszystko potrwa jeszcze tylko chwilę, aż któregoś dnia z z impetem huknie. Najpierw Facebook, Google, Youtube i inni zaczną nas zmuszać do płacenia, a później wszystko się rozleci. Trzeba będzie budować od nowa i wrócić do podstawowych wartości, czyli do kontaktu bezpośredniego, bo istnienie w sieci zawsze będzie zależne od czyjejś decyzji i ze wszech miar sztuczne. Nikt nie będzie sobą. Presja bycia fajnym w internecie zwiększy się do maximum. Będziemy oceniali siebie wzajemnie już za wszystko, a to wygeneruje istoty kalekie. Jeszcze więcej wypełniaczy w twarzy, operacji plastycznych, nienaturalnego uśmiechu, epatowania rzekomym życiowym szczęściem, byle tylko zwiększyć sobie "średnią" w społeczeństwie.

Ta cywilizacja się kończy. Nie radzimy sobie.

Byłem pierwszym krytykiem zmian, które chciał wprowadzić polski rząd w kwestii Facebooka.
Grzmiałem, że władza chce zamknąć nam usta. Nadal mam wiele wątpliwości, ale Facebook w cenzurze prześciga polski rząd z prędkością światła. Są już o lata świetlne za Holecką, Ziemcem, Adamczykiem i miss propagandy, panią Ogórek.

Gdyby polskie sądy były na pewno niezależne i w stu procentach wolne od nacisków władzy, stałbym pod Ministerstwem Cyfryzacji z ogromnym transparentem apelując o jak najszybszą zmianę obecnej ustawy i podporządkowanie Facebooka polskiemu prawu. To jest konieczne, jak nigdy wcześniej. Niestety w sytuacji, w której władza jest tak bardzo zaangażowana w kwestie związane z sądownictwem, nowa ustawa będzie zamianą papucia na lacz.

Gdyby spory dotyczące hejtu i w ogóle treści miały rozstrzygać sądy 24 godzinne, a nie anonimowi moderatorzy Facebooka, skąd mam mieć pewność, że taki sąd nie wsadzi mnie do więzienia za to, że na przykład skrytykowałem publicznie Ministra Sprawiedliwości na Facebooku? Ot cały dylemat droga władzo, bo pomysł, żeby dobrać się Facebookowi do d, sam w sobie jest nawet nie tyle dobry, ile konieczny.

Kiedyś współcześni artyści zostaną bez niczego, a ich fani będą zgrzytać zębami.

Jak gruchnie internet, Facebook, Youtube, nie będzie nic. Żadnego dorobku, bo ten gromadzimy dzisiaj w formie wirtualnej.

Mimo, że uważam, że jeżeli już obserwujesz czyjeś konto od kilku lat i przez tych kilka lat nie kliknąłeś ani raz, nie skomentowałeś posta i nie dałeś znaku życia, nie napisałeś wiadomości, to jest to podglądactwo, okradanie człowieka z jego własności intelektualnej i przyczynianie się do uśmiercania relacji jakichkolwiek, to twierdzę jednocześnie, że jeżeli szybko czegoś nie wymyślimy i pozwolimy technologii dalej postępować, czeka nas globalny dramat.

Mam nadzieję, że koleżanki, które nie raz publikowały na Facebooku zdjęcia swoich dzieci w samej bieliźnie, po przeczytaniu tego artykułu, pójdą po rozum do głowy. Te dzieci kiedyś w odpowiedni sposób Wam za to podziękują.

Nie wiem jak skończy się moja historia z Facebookiem. Wiem, że ten portal jest zły. Po 9 latach użytkowania i wieloletniej fascynacji jego możliwościami, mogę powiedzieć, że jest bardzo zły.

Oczywiście, że nie wyleję teraz dziecka z kąpielą i w ramach obrazy nie skasuję wszystkich profili. Tam są ludzie, których dzisiaj nie wiem jak i nie do końca mam gdzie przenieść.
Na pewno muszę przedefiniować wiele kwestii.

Chciałbym, żeby ta historia otworzyła oczy nie tylko wszystkim myślącym jeszcze użytkownikom, ale na litość boską, niechże otworzy oczy władzy, także opozycji.

W informacjach twierdzą, że po dezaktywacji konta, nie przechowują naszych danych. Kilka zdań niżej jest coś zupełnie innego, że w przypadku złamania prawa, mogą udostępnić dane organom ścigania. Czyli jednak przechowują?

Czytał ktokolwiek z Was zasady przechowywania przez nich danych? Przeczytajcie.
Wiedzieliście, że Facebook gromadzi informacje o naszych połączeniach telefonicznych? Ja nie, ale już wiem.

I kilka słów do narodowców, wyluzujcie. Annę Dryjańską, Elizę Michalik i teraz mnie Facebook także zablokował, a tacy z nas prawicowcy, jak z Was geje. Czyli może jednak trochę?

Polska musi zrobić z Facebookiem porządek. Jeżeli nie, dojdzie do kuriozum, do kolejnej okupacji kraju, tym razem przez Amerykanów, których uwielbiam. Mieszkałem w USA, ale przepraszam, takich metod już nie chcemy. Pamiętamy je z PRL.

Jedna rzecz jednak nie daje mi spokoju. Dlaczego strony Pani Pawłowicz i Pana Ziemkiewicza nadal są dostępne?
Trwa ładowanie komentarzy...